Kanały RSS
Wpisy
Komentarze

Archiwum - czerwiec 2007

Zosia pokazywała Tacie narysowaną przez siebie sukienkę Pani Wiosny. Tatusiowi sukienka się bardzo podobała, ale nie był pewien co do niektórych detali.
– Zosi, a co to jest?
– Jak to, nie wiesz?! – oburzyło się głośno dziecko. – Przecież to motylek!
– A to tutaj?
– Jak to, nie wiesz?! Słoneczko!
– A to?
– Jak to, nie wiesz?! Nie mam pojęcia!

Zosia ma w przedszkolu zajęcia z wychowania patriotycznego i już wie, że stolicą Polski jest Warszawa, godłem jest orzeł, a hymnem jest Mazurek Dobloskiego (pis. org.). W związku z tym przy robieniu kupy w łazience dzieciątko śpiewało sobie radośnie: „Jeszcze Polska nie zginęła…”
– Zosiu, ale hymnu to nie śpiewa się w łazience.
– A dlaczego?
– Bo to jest taka bardzo uroczysta pieśń, którą się śpiewa, jak jest jakieś duże święto.
– Ale dzisiaj jest duże święto! Nataniel ma urodziny. Jeszcze Polska…

Skojarzenia

Tatuś z Zosią szli do przedszkola. Padało – więc byli zarówno Zosia, jak i Tatuś byli uzbrojeni w parasole. I zaczęli sobie rozmawiać, że jeden parasol jest kolorowy, a drugi czarny; jeden duży, a drugi mały; jeden ładny (ten Zosi, oczywiście), a drugi brzydki… I w pewnym momencie Zosia powiedziała:
– Tato, a nasze parasole są jak schody.
– Jak co, Zosiu? – nie zrozumiał Tato.
– Jak schody. Jeden jest wyżej, a drugi niżej – tak jak schody.

Tatuś pakował coś w samochodzie, a babcia Jola z Zuzanką na rękach podeszła do samochodu i pokazywała Zuzie tatę przez okno. Na to Zosia podeszła do babci i zaczęła jej tłumaczyć poważnym tonem:
– Babciu, ale nie wolno z Zuzanką podchodzić do okna w samochodzie. Bo jakby okno było otwarte i jakby ktoś chciał je zamknąć, i jakby Zuzanka włożyła tam rękę – to wtedy mielibyśmy dopiero wielki kłopot.
No właśnie. Tyle że wszystkie okna w samochodzie były zamknięte, a wśród zasad bezpieczeństwa, wpajanych Zosi przez Mamusię i Tatusia, tej jakoś oni nie pamiętają…