13 lipiec 2007 Jeden komentarz
Zosia robiła wygłupki przy jedzeniu. Mamusia zwróciła Zosi uwagę. Zosia nadal robiła wygłupki przy jedzeniu. Mamusia zwróciła Zosi uwagę. Zosia robiła jeszcze większe wygłupki. Mamusia nakrzyczała na Zosię.
Na co Zosia zrobiła obrażoną minę i odpowiedziała:
- Jak tak, to jak będę miała swoją córkę, to też będę na nią tak krzyczała!
– Dziadku, życzę ci zdrowia, szczęścia, i wszystkiego najlepszego, i żebyś zawsze pamiętał o magicznych słowach.
– O jakich słowach, Zosiu?
– Proszę, dziękuję, przepraszam.
Zosia lubi rozwiązywać różne labirynty i zagadki. Czasami też Tatuś rysuje Zosi labirynty – wtedy muszą mieć one jakąś warstwę fabularną, tzn. Czerwony Kapturek musi dojść do domku babci, Kubuś Puchatek musi dojść do miodku, albo lokomotywa musi dojechać do stacji.
Zosia zaproponowała, że teraz ona narysuje Tacie labirynt – i narysowała go. Na tym labiryncie głowa dziewczynki musiała dojść do swojego tułowia i nóżek…
Zosia z Zuzanką były w górach.
Po zjeździe wyciągiem krzesełkowym z Butorowego Wierchu Zosia odraportowała przez telefon babci: „Babciu, jechałam na latającym krześle po linii”.
Jedną z ulubionych rozrywek Zosi było znajdowanie znaków szlaku. I przy jednym ze znaków padła taka kwestia: „O tato, zobacz, znaczek. Ten znaczek wskazuje nam drogę. Dziękujemy Ci znaczku, że pokazałeś nam drogę”.
Po wejściu na Sarnią Skałę, Zosia powiedziała z entuzjazmem: „Widać stąd prawie cały świat!”.
A z wycieczki do Doliny Roztoki Zosi podobały się najbardziej konie ciągnące bryczki z turystami do Morskiego Oka…