Kanały RSS
Wpisy
Komentarze

Archiwum - styczeń 2008

Christmas mix

Święta były już miesiąc temu – ale Zosi czasami jeszcze przypominają się kolędy. Tyle że te kolędy są wszystkie do siebie podobne, trudno jest zapamiętać która jest która i Zosia śpiewa je wszystkie na raz. Na przykład tak:

Była noc, cicha noc, wiatr i mgła.
Była noc, ciemna noc, ona szła.
Pastuszkowie, hej do szopy, bo tam cud.
Syn Boży w żłobie leży, nie zbudźcie go ze snu.
Poszli, znaleźli dzieciątko w żłobie.
Jako Bogu cześć mu dali, a witając zaśpiewali:
Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi…

Zosia z Tatą była na „Dziadku do orzechów”. Balet bardzo się Zosi podobał i w drodze do domu poprosiła:
– Tato, opowiedz mi, co było w przedstawieniu.
Tato opowiedział to, co udało mu się zrozumieć z podskoków i piruetów.
– Opowiedz jeszcze raz.
Tato opowiedział.
– A opowiesz jeszcze raz?
– Nie, Zosiu, opowiadałem ci już całe przedstawienie dwa razy.
– Ale zapomniałeś o tym, że jak były myszy, to był dymek!
– No dobrze. Jak na Klarę napadły myszy, bo pojawił się taki szary dymek.
– Ale nie! Opowiedz mi CAŁĄ bajkę, ale z dymkiem!

Sztuka negocjacji

Negocjacje rozpoczynają się…
- Tato, a dostanę deser po kolacji?
- Nie.
- Dlaczego nie dostanę?
- Bo nie jadłaś ładnie kolacji.
…hm, widać problem, trzeba obniżyć wymagania…
- A taki malutki deser?
- Malutki deser też nie.
- A bardzo malutki?
- Nie.
- A może jedną rodzynkę?
- Dobrze, możesz dostać na deser jedną rodzynkę.
…o, ojciec mięknie, trzeba zacząć drążyć…
- To ty, tato, wybierzesz: albo jedną rodzynkę, albo jedną figę.
- Jedną rodzynkę.
…a może znajdzie się jakiś precedens?
- A jak będzie maciupka, to dasz mi cztery?
- Nie.
- A jak babcia kiedyś mi dała rodzynkę i była maciupka, to dała mi cztery…
…i tak możemy jeszcze długo…

Zosia i Zuza z rodzicami były w Berlinie. Przy okazji okazało się, że w teorii Schengen, brak granic, otwartość i te sprawy, ale w praktyce 3 km za granicą stoi sobie Grenzschutz, robi “Halt!”, sprawdza dokumenty i świeci śpiącym dzieciom latarką po oczach…

Ale miało być o Zosi. Zosia jest już duża i wie, że Berlin jest w innym kraju i ludzie tam mówią w innym języku. Dzień przed wyjazdem Tato z Zuzą poszli do tureckiego sklepu nabyć chałwę (turecka chałwa, mniam…). W sklepie Tato użył magicznego słowa “halwa”, a potem wybierał różne rodzaje używając gestów oraz Pierwszej Zasady Turysty (”mów powoli i głośno w swoim języku, a na pewno cię zrozumieją”). Zosia, widząc jak kolejne kawałki chałwy lądują na wadze, nie wytrzymała i zapytała z podziwem w głosie:
- Tato, a skąd ty umiesz mówić po niemiecku?